Wybacz Roberto, ale to się tylko łatwo pisze. Przy wypadkach trudno o planowanie trajektorii lotu i jego "choreografię"

. Oczywiście, żeby bezpiecznie wytracić energię kinetyczną po locie przez kierownicę, lepiej się zwinąć i przeturlać jak przy "skoku tygrysim" niż lądować na sztywnych rękach, które zwykle nie są w stanie utrzymać ciała. Ale często działają także dodatkowe siły zmieniające taką modelową sytuację. Czasem to rower ucieka spod rowerzysty. Czasem leci się po wypadkowej kierunku jazdy i kierunku uderzenia (np. autobusem z przecznicy

). Czasem dostaje się w łeb rowerem lecącym z tyłu. Czasem lot przerywa pionowa przeszkoda... Różnie bywa.
W czasie lotu po wypadku nie myśli się, tylko odbiera wrażenia i reaguje odruchowo. Trudno jednak oczekiewać od rowerzysty który się zwykle nie przewraca, by trenował takie odruchy. A nawet po opanowaniu "sztuki upadania" w zakresie rozszerzonym, nieraz zdarza się czekać z powrotem do pionu, aż w głowie przestanie buczeć po strzale czaszką w drzewo czy w glebę

.
A co do "atakujących Tirów"... mi kask pomógł

. Oczywiście nie uchronił przed skutkami zderzenia, tylko strachem przed czołówką. Ale bała się tylko koleżanka jadąca z tyłu, widząc moje tylne światło między światłami mijania TIRa, wyprzedzającego szeroko innego TIRa. Szofer zostawił mi, kończąc manewr, trochę miejsca między odbojnicą drogi a swoim zderzakiem, więc skończyło się jedynie na strachu. Ja się nie bałem, bo daszek kasku zasłonił mi całą akcję. A podmuch przyszedł po kluczowym momencie.