Jednak butle gazowe są bardziej komfortowe w użyciu. Obrót zaworu, pstryk piezozapalarką i już palnik robi swoje.
Z kosztem eksploatacji też bywa różnie. Kartusze przebijalne są tańsze niż te z gwintem. Ale oczywiście nie są z nimi kompatybilne. Tu jednak można pomyśleć o adapterze. Kolega używał kiedyś butli przebijalnej z wstawionym w dno zaworem do napełniania, założonej na stałe do palnika.
Kartusze wyposażone w zawór, choć producenci tego zabraniają (i może to być, przy braku ostrożnosci, niebezpieczne), też da się napełniać. Potrzebna jest tylko odpowiednia przejściówka, łącząca dużą butlę stalową z kartuszem i odrobina wprawy. Taką przjściówkę potrafi zrobić sprawny tokarz. Mam teraz jedną zbędną. To prymitywny patent. Ot, mosiężny wałek z dziurą i dwoma różnymi gwintami po obu stronach, wkręcany w miejsce dyszy palnika, co jest konieczne do otwarcia zaworu kartusza. Stary palnik Colemana właśnie zgubiłem, a nowy Primus ma inny gwint.
Ponieważ cena gazu na stacjach paliwowych jest wciąż niższa niż benzyny, palnik gazowy obsługiwany z butli napełnianych "po partyzancku" jest tańszy w użytkowaniu. Ustępuje tu wielopaliwowemu tylko na długich wyprawach, wymagających uzupełniania paliwa.
Przepraszam za OT, ale skoro ten dział jest "Na lajcie"...
