Gaz działa, choć użycie go to ostateczność. Piszę to na odpowiedzialność znajomych, wędrujących po górach Ukrainy i Rumunii, gdzie pasterstwo nadal ma się dobrze, a półdzikie owczarki to naprawdę spore bydlątka. Sam tego jednak nie sprawdzałem.
Psy zwykle tylko ujadają goniąc za rowerem. Takie psy się ignoruje. Ale niektóre próbują ugryźć od tyłu. Jak dotąd wystarcza mi wtedy wypięcie właściwego buta i energiczne wykopy w stronę atakującego Burka. Głupio mi, gdy słyszę czasem skowyt. Bo rozsądny pies raczej zachowuje dystans od buta i w końcu odpuszcza, gdy już jest pewien, że pokazał kto tu rządzi i przepędził intruza ze swojego terenu.
Takie odstraszanie jest jednak kłopotliwe i wymaga dobrego wyczucia roweru, bo trzeba uważać jednocześnie na drogę przed sobą i na psa z tyłu. A przy tym jeszcze utrzymać równowagę.
Ja dodatkowo drę się na psa, ale to jest chyba bardziej mi potrzebne, niż rzeczywiście skuteczne.
Wiejskie psy puszczane luzem często czują respekt przed kamieniem. Tam nikt się z nimi nie cacka i z pewnością nieraz oberwały takim pociskiem. Czasem wystarczy tylko pochylić się po kamień, by pies odpuścił.
Kilka razy musiałem skorzystać z rady wyczytanej w jakimś rowerowym poradniku i przed dużym, agresywnym psem zasłonić się rowerem (na szczęście bez sakw

). Psy ujadają wtedy, poruszając się wahadłowo po łuku, ale dotąd żaden nie próbował nawet obiec przeszkody. To dotyczyło jednak psów miastowych za którymi po chwili nadbiegał właściciel, biorący zwierzaka na smycz i przepraszający za jego zachowanie (bo on zwykle jest łagodny jak baranek). Kiedyś jednak na łąkach pod Tarnowskimi Górami napędziła mi strachu rotweilerowa rodzinka, bo trudno się przed trzema psami zasłaniać jednym rowerem. Na szczęście dla mnie były dobrze ułożone i okrzyk właściciela osadził je w miejscu, nim zdążyły mnie dopaść.