Widzę że wątek na chwilę ożył. Nie ma jak świeża krew

.
Tomaszu _to2, pominę tutaj emocjonalny aspekt Twojego postu. Forum powinno trzymać poziom.
A co do meritum... Producenci podają oczywiście prawdziwe dane. Lecz są one oparte na zobiektywizowanych testach laboratoryjnych, przeprowadzonych na nowych materiałach. Umieszczone na stronie, mają przekonać do zakupu produktu. Tymczasem wiadomo, że materiały się zużywają i tracą swoje właściwości, a ludzka skóra produkuje nie czystą chemicznie wodę, tylko pot, tłuszcz i złuszczający się naskórek. Praktyka często weryfikuje więc te dane. Sprzęt za grubą kasę ma służyć przez lata, a nie na kilku pierwszych wycieczkach. Dlatego nie robią na mnie wrażenia teksty pisane na stronach producentów i dystrybutorów przez speców od marketingu. A właściwie robią...negatywne

. Za dużo tu różnych XP, pro, profi, professional, expert, extreme i innych wabików oraz popularno-naukowego bajeranctwa. Wolałbym, aby pisali je inżynierowie i użytkownicy. Na NGT wypowiada się kilku fachmanów, ale też sporo zwykłych klikaczy. To wcale nie znaczy, że nie klikam w adresy. Do wełny merynosów przekonałem się jednak nie po wizycie na stronie
Nordre, ale po lekturze tekstów
Jakuba Postrzygacza. W Twoim tekście ma więc dla mnie wartość tylko informacja, że ciuchy Craft sprawdziły się w triathlonach i maratonach. A jeśli razi Cię sformułowanie "cokolwiek to znaczy", zechciej mi wyjaśnić, na czym polega sześciokanałowa sieć w materiale Hexa? Kanały są wewnątrz włókna (włókno kapilarne) czy w strukturze splotu?
Meryl na pewno nie jest sprinterem w odprowadzaniu potu, ale wydajność ma wystarczającą. Na dodatek pozwala zachować zapachowy komfort przez kilka dni (co najwyżej pod zewnętrzną membraną zgromadzi odrobinę woni amoniaku, która po zdjęciu kurtki szybko się ulatnia).
Niezależnie od nazwy zaawansowanej technologicznie tkaniny, na metce ciucha przeczytamy zwykle: poliester, polipropylen ... to znane od lat polimery. Włókna hydrofobowe nie wchłaniają wody, tylko gromadzą ją w przestrzeni między sobą. Wystarczy szmatkę wykręcić i mocno strzepnąć kilka razy, by pozbyć się większości wody. Resztę można dosuszyć na grzbiecie.
I jeszcze raz o poncho. Piszesz, jakbyś chlapaczy nie używał. One łapią większość wody idącej z dołu. A to, czego nie są w stanie zatrzymać, przemacza buty i nogawki do kolan. Tu można rozmawiać o ochraniaczach z neoprenu i spodniach membranowych, ale to już osobna historia.
W odzieży membranowej o półprzepuszczalności nie decydują zastawki i ruchy robaczkowe. Transport pary wodnej przez mikropory na zewnątrz opiera się na różnicy ciśnień osmotycznych. Przy wysokiej temperaturze i wilgotności, wydajność takiego rozwiązania znacznie spada. A przy wyrównaniu się warunków po obu stronach membrany - zanika. Lecz przy takich warunkach wystarczyłyby do jazdy zwykłe majtki

. Membrana najlepiej sprawdza się na mrozie, kiedy powietrze jest suche. Pod poncho natomiast między rękami na kierownicy i tułowiem na siodełku tworzy się powietrzna przestrzeń, którą łatwo przewietrzać. Ten patent trzeba sobie oczywiście darować powyżej regla (gdy mocno dmucha) i podczas jazdy w trudnym terenie. Wtedy pozostaje pocić się pod Gore czy inną membraną lub cisnąć na mokro i ubrać w suche, gdy tylko warunki się zmienią. Albo jechać relaksowo, by zanadto się nie pocić

.
Aronek, pisząc że kask to dziś standard bezpieczeństwa, patrzę z szerszej niż Twoja czy moja perspektywy. Ty kasku nie potrzebujesz, bo wypadki z urazem głowy dotąd Cię omijają. Mnie omijają dlatego, że w nim jeżdżę, odkąd pojawił się na rynku. Ale to nic nie znaczy. Faktem jest, że kaski są dziś ogólnodostępne w ogromnej gamie cen, wzorów i kolorów, pasujących do każdej twarzy (to a propos przeczytanej na tym forum uwagi o nietwarzowości kasku

). Kaski nie wzbudzają już sensacji. Sportowcy zwykle jeżdżą w kaskach. Kask jest elementem identyfikacji z bikerską subkulturą. W niektórych krajach kask jest obowiązkowy dla młodszych rowerzystów. Ale najważniejsze jest to, że dopasowany kask rowerowy nie szkodzi, a pomaga. O kaskach, podobnie jak o pasach bezpieczeństwa i poduszkach powietrznych w samochodach, mówi się różnie. Można nawet manipulować ich przydatnością, podając nieliczne przykłady, gdy ich działanie pogorszyło sytuację ofiary wypadku. Znacznie więcej jest jednak przykładów, gdy kask uratował rowerzyście życie lub zdrowie. Zaliczyłem trzy wypadki komunikacyjne w mieście, z lotem przez kierownicę, nie mając kasku na głowie. Czy to czegoś dowodzi? Tak, szczęścia. Nie nieprzydatności kasku. Mimo to w mieście jeżdżę bez kasku. Ot, taki podział na jazdę dla jazdy (w kasku i reszcie galanterii) i jazdę "użytkową" - dojazd do pracy, na zakupy, na imprezę

.
A co do survivalu. Turystykę kolarską można uprawiać na wiele sposobów. Porównywanie jest niebezpieczne, bo każdy ma wady i zalety. Ja na wypadzie jadę, jem albo śpię. Sprzęt ponad niezbędne minimum to tylko odtwarzacz MP3. Nie chcę nikogo przekonywać do takiej formuły. Ale mogę zaproponować lekką
alternatywę dla krzesełka. Nie używam tej konstrukcji, więc niewiele mogę powiedzieć o jej jakości. Ale bardzo przypomina moją starą samoróbkę ze spinakerowego rip-stopu. Spanie w czymś takim na dłuższą metę męczy kręgosłup. Ale pobujać się leniwie i relaksowo, po pedałowaniu a przed noclegiem, można.
Ktoś w innym wątku pytał o zabezpieczenie roweru przed kradzieżą. Tu wystarczy przepuścić odciąg przez trójkąt ramy. Skuteczne, dopóki nie trafimy na bandytę, co najpierw bije, później kradnie. Można w tym spać także na deszczu. Trzeba tylko na dodatkowym repsznurze rozpiąć kawał folii lub przerobiony tropik ze starego namiotu i przerobić odciągi, żeby deszczówka nie dotarła po nich do śpiwora. Wystarczą stalowe pierścienie lub karabinki do ekspresów, obciążone tak, by trzymały pion.
A swoją drogą, zauważalna różnica w podejściu do tradycji i nowych technologii mogłaby być tematem ciekawego wątku

.