Ja od dwóch lat jeżdżę w koszulce z Cooldry. Jeśli jest chłodno, zakładałem na nią bluzę z Merylu z długim rękawem lub zdejmuję ją i zakładałem Meryl na gołe ciało. Jeśli wieje, taki zestaw uzupełnia kamizelka rowerowa z nieprzewiewnym przodem i oddychającym tyłem. To wystarcza mi nawet w duże chłody. Na dole oczywiście portki z pampersem z lycry, wspomagane w chłodzie przez nogawki z cienkiego, elastycznego fleece'u lub polarowe spodnie. Jeśli przylegają do ciała, nie są zbyt przewiewne. Ale myślę o wyżyłowaniu się na długie kolarki z membraną. Najlepiej tylko z przodu. Tak, żeby się nie przegrzewać, ale chronić cenne detale mojego ciała (kolana też do nich zaliczam

).
Przy okazji małe uzupełnienie do informacji z _link_owanego wątku. Tej jesieni wypadłem za burtę w górskiej rzece (a wrzesień był zimny jak listopad

). Miałem na sobie tylko neoprenowego longjohna i bluzę z Merylu pod kamizelką. Dopłynąłem do końca etapu nie narzekając na zimno. Dalej bluza traciła wodę przez membranę Windstoppera. I na finiszu była już sucha. Dlatego twierdzę, że Meryl dobrze sobie radzi z transportem wilgoci.
Właśnie pakuję się na spływ Popradem. Nie sądzę, by podczas machania pagajem (jak podczas machania pedałami, choć tu bez wodnych bryzgów) cokolwiek innego było mi potrzebne

.