Zajrzałam w urlopowy wątek - przyznaję bez bicia - wiedziona zazdrością...

Moje bajkowe plany wakacyjne wzięły w łeb... a raczej w kolano, które skręciłam miesiąc temu - od tej pory zero roweru, dramat...
Już nie marudzę, ale zrozumcie, palma mi z unieruchomienia odbija...
Jako że wyczerpałam światowy limit pecha, niech się Wam wszystkim pedałuje bezstresowo, przyjemnie a lekko (lub nie - jak kto woli)
