Kobieca natura jest taka, że lubią oznajmiać jak się czują, czy ich coś boli. I wcale niekoniecznie jest to marudzenie. Lepiej jest prędzej zgłosić grupie, że np zaczyna dokuczać kolano by zwolnili czy zrobili przerwę, niż później borykać się z kontuzją.
Mam tylko jedną koleżankę rowerową i super mi się z nią jeździ. Zero marudzenia.
Natomiast jeżdżąc z kolegami zdarzają mi się sytuacje kiedy to oni marudzą że pada deszcz, czy zimno itd. I wtedy trzeba im motywować że po to są problemy by pokonywać a przeszkody w postaci błota, deszczu to właśnie te elementy za które kochamy rower, by po latach mieć co wspominać.
