I to jest złoty środek

.
Warto mieć przyczepkę oraz duże sakwy. I małe pod lowridera, które można zapiąć w lajtowej wersji na tylny bagażnik. Do tego wygodny plecak z półsztywną płytą zamiast stelaża i "dupak". To daje sporą ilość kombinacji, zależnie od charakteru wycieczki i ilości bagażu.
Zdarzyło mi się kilkakrotnie jechać z pełnym obciążeniem (czyli czterema sakwami, przyczepką i plecakiem z przytroczonymi pagajami) z prędkością ponad 50 km/h i nie czułem żadnych niepokojących efektów. Duża masa na kołach roweru, sztywny chwyt i dobre hamulce dawały poczucie pełnej kontroli.
Przyczepka zawiodła mnie tylko raz. Przy sprowadzaniu odciążonego roweru po stromym, kamienistym zboczu, mocno obciążona przyczepka się znarowiła. Nie utrzymały jej hamulce roweru, wyłamała się z osi jazdy i wypięła. W takiej sytuacji pomógłby hamulec na kole przyczepki, który hamowałby także lżejszy od niej rower. Taki prosty hamulec asymetryczny, na długiej lince w pancerzu, dałoby się dość prosto zainstalować, ale sytuacja jest na tyle rzadka, że nie warto.
Osobną sprawą jest wytrzymałość komponentów z jakich zbudowana jest przyczepka Extrawheel i system mocowania ładunku, o którym pisze aronek.
Wożenia dwudziestokilogramowej kanadyjki nie wytrzymał ABSowy błotnik (na razie żyje, dzięki łatom z butelki po kethupie, przyszytym repsznurem

). A po przedostatnim wypadzie w góry poległy oba pałąki z włókna i przetarły się siatki. Nie reklamuję tego jednak, bo choć obciążenie nie przekroczyło dopuszczalnych 30 kg, to warunki jazdy były dość trudne. Ale będę musiał dopracować własny system mocowania łódki, oparty na dodatkowych rurkach z duralu i mocnych trokach, bez siatek i tkaninowej osłony.