Tu też jest kilka opcji. Można przecież gotować także na ognisku. Wozi się wówczas tylko niewielki kociołek i, poza nielicznymi miejscami, nie ma problemu z paliwem. Tyle że nawet małe "gospodarcze" ognisko, z kilku patyków między dwoma kamieniami, może przyciągnąć uwagę lokalnej policji. Dlatego dobrze mieć ze sobą także palnik. W praktyce korzystam z tego rozwiązania tylko przy minimalistycznych wyjazdach w góry.
W warunkach turystycznych najprościej przygotować mikst wypełniacza (ryż, kasze, makaron, kuskus, puree ziemniaczane) i dodatków. Sos z torebki to minimum. Po takim bełcie kiszki wprawdzie pełne, ale głód szybko wraca.
W moim środowisku przyrządza się danie zwane pulpą, dodając do wypełniacza pokrojone w kostkę żółty ser, cebulę i mięso z puszki np. gulasz angielski. Do tego wrzuca się na koniec sałatkę warzywną ze słoika lub groszek albo fasolkę z puszki. A także przecier pomidorowy i przyprawy według uznania. Zawartość konserw mięsnych powinno się wprawdzie jeść na zimno a i mięsa tam ostatnio coraz mniej, ale przynajmniej tłuszczu dużo i smak lepszy. Jak gotuję tylko dla siebie, unikam mielonek, bo nie wiem co tam naprawdę jest. Ale za to dodaję do wypełniacza podsuszaną kiełbasę i wbijam surowe jajka. Dobrze zapakowane, wytrzymują w całości nawet wielogodzinny przejazd górskim szlakiem.
Jeśli gotowanie ma być szybkie i dostarczyć odpowiedni zapas paliwa do roweru, to taka pulpa wystarczy dwa razy dziennie. A po drodze tylko dopalacze na zimno. Ale jeśli siedzimy dłużej przy ognisku, to można się pobawić. Naleśniki na blaszanej patelni usmażyć jest trudno, choć da się, bo są kłopoty z kontrolowaniem ciepła. Ale za to pierogi z nazbieranymi wcześniej jagodami, czy kluski skubane udają się świetnie. Najprostsze ciasto zagniata się z mąki, wody i odrobiny soli. Do pierogów można je wałkować na folii czystą butelką i wykrawać kubkiem, ale łatwiej i szybciej jest formować okrągłe placuszki w palcach. Przecież nie robi się tego dużo.
Na ognisku można też piec, oprócz oklepanych kieł_base_k, boczek, mięso i podpłomyki. I raczej nie nad płomieniem, tylko nad żarem odgarniętym na bok. Ale to już właściwie grillowanie

.