Rozumiem że nie planujesz eskapady w "dzikie" kraje? Jeśli masz jeszcze za sobą praktykę z akademika...
Miło jest czasem przerwać siermiężną dietę i zjeść jak człowiek. Podobnie jak wykąpać się pod prysznicem, a nie tylko w potoku i przespać w łóżku, a nie na karimacie w chaszczach. Jednak nic się nie stanie, jeżeli ten luksus spotka nas dopiero po powrocie. Ważne jest, żeby jedzenie było zróżnicowane i pożywne. Nie musi być z baru.
To co napiszę wyda się pewnie tendencyjnie, ale zdarzyło nam się kiedyś zatrucie po jedynym posiłku zjedzonym w słowackiej restauracji (nie był to tani bar). Mimo że przez cały obóz żywiliśmy się przy ognisku, w mało higienicznych warunkach. Poprowadziłem kilkanaście obozów MTB i zazwyczaj żywiliśmy się rano i wieczorem "samoróbkami", a w ciągu dnia bułkami z czym kto chciał, bananami i czekoladą, kupowanymi w spożywczakach. Było też wprawdzie kilka obozów z żywieniem w restauracji, ale to dotyczyło bardzo młodych rowerzystów i miało stacjonarny charakter.