Witam! Rok temu w moim rowerze dętka poszła. Musiałem na zajęcia dotrzeć, a znajdowałem się 3 km za miastem, czyt. w domu

. Był to wyjątkowy dzień bo tata sobie pojechał do Wawy... Miałem do wyboru wziąć rower ojca (zbrodnia z ktora obcinają ręce

... albo wbić w szkole.... to był dzień kiedy odkryłem na czym polega różnica między marketem a Mongoosem za klocka

... Może sprzęt tak czy siak nie jakiś kosmiczny, ale różnica owszem. Potem uciułałem 700 zł i popełniłem największy błąd w moim życiu

. Qpiłem "Mongoose Annapurna Comfort"... tata miał "Annapurna". Różnica jest prawie taka jak wcześniej. Po 1,5 tys. jakoś rower umarł.., tzn. kona jeszcze w piwnicy.
To był moment, kiedy się zajawiłem rowerkiem na dobre. Teraz wszędzie nim jeżdżę, średnio 800-1000 km miesięcznie. Czasem mniej, czasem więcej... ale raczej nie mniej

Chętnych na podbój okolic Kątów Wrocławskich lub Sobotki zapraszam

.