wyprawy,rowery
Rowerzyœci
Erfurt live Header8
Home
Erfurt live Header10 Erfurt live leer0

Erfurt live leer
Ostatnio dodane
Erfurt live leer
Popularne
Erfurt live leer
Erfurt live leer
Anglia - Polska 2006 PDF Drukuj Email
Zmieniony ( 07.09.2008. )
 
Napisany przez Marcin Wojcik, z 18-05-2008 12:34
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)
Ulubione Brak

Wyprawa rowerowa Wielka Brytania – Polska.

Na początek kilka słów o moim hobby, tym sportem zacząłem się interesować chyba już odkąd nauczyłem się na jednośladzie jeździć - okres przedszkolny pelikan pierwszy rower wspólny z bratem. Pod koniec szkoły średniej przybrało na sile pokonywanie tras rowerowych na bicyklu pochodzenia niemieckiego o przeszłości „nie znanej”, po maturze w 1999 roku pojechaliśmy rowerami z bratem na pielgrzymkę Papieża Jana Pawła II  na Krakowskie błonia – 100 km od domu. Podczas studiów miałem przerwę roczną z rowerem, został zajeżdżony latem 1999 roku, ale na początku lata 2000 kupiłem kolejny i od jesiennej sesji zacząłem jeździć (czytaj dojeżdżać) już dość często na studia 2-5 rok studiów, w okresie tych kilku lat zaliczyłem dwie małe wycieczki wkoło komina J raz na Słowację trasa Nowy Sącz,  Poprad, Zakopane (bez aparatu).

Rok później z kolegą studiującym w Krakowie, Góry Świętokrzyskie, Kazimierz Dolny Sandomierz, obie trzy dniowe niestety z braku czasu. Nie licząc jednodniowych z końcowym odczytem zegara 220 do 300 km. Poza tym jeszcze brat starszy interesuje się turystyką rowerową tak że to chyba rodzinne J. Przez kilka lat zmieniłem parę rowerów, klasę osprzętu o kilka półek, przejechałem nimi około 60 tysięcy kilometrów, najwięcej podczas studiowania. Obecnie jeżdżę rowerem Giant boulder, amortyzator RX recon, zmieniarki Shimano LX, piasta tył Hope, przód Shim XT szprychy DT swiss. Sakwy Crosso, obręcze Mavic. Tak że obaw przed tą wyprawą z Wielkiej Brytanii  nie miałem, może tylko że pogody nie będę miał dobrej jak na koniec lata przystało.

Przygotowania do wyjazdu z wyspy (GB) trwały  już od połowy maja 2006  A przyjechałem do tego kraju za chlebem („najgorszym jaki w życiu jadłem”- cytat internauty <unknown> ) jak większość naszych rodaków, oraz chęcią poznania innego kraju, kultury, języka.  Trening był równocześnie dojazdem do pracy w hurtowni położonej 20,12 km - 12,5 mili - od miasta Gloucester - do Frampon on Severn  w południowo-zachodniej Anglii, leżące miasteczko nad rzeką Severn, założycielami  owego miasta byli rzymscy legioniści w … wieku n.e. Dojeżdżając do pracy 6 dni w tygodniu robiłem około 300 km tygodniowo. Głównym celem wycieczki rowerowej było spełnienie marzenia o ciekawych wakacjach na łonie natury przy okazji zwiedzanie miast, miasteczek, gór, itp. na trasie przejazdu, bądź co bądź nie planowanego (zapas czasu, ale końcówka lata). Początkowy plan zakładał przejechanie całej południowej Anglii do Southampton a dalej promem do Francji i przez całą Europę przejeżdżając Alpy od strony południowej. Ale w praniu wyszło inaczej. Poniżej krótki opis z wyprawy przedstawię w formie dziennika  sporządzonego dopiero w styczniu 2008 roku :

 

10 sierpień - załatwianie wszystkich potrzebnych części  - nowe:  kolo - zębatki - łańcuch - pedały - buty rowerowe - przedni bagażnik - sakwy przednie - Sakwy Crosso z Polski (NIESTETY NIE DOTARŁY DZIEKI POCZCIE POLSKIEJ) -   podobno jak mi przedstawił właściciel firmy Crosso - utknęły na granicy Polsko-Niemieckiej, musiałem się posiłkować byle jakimi (dostępnymi)  z Argos.

 

11 sierpień poskładanie wszystkiego do kupy - tego dnia odebrałem ostatnią część ze sklepu koło na mocnych szprychach. Jeszcze test na górce w miejscowości Churchdown .

 Wielka Brytania

12 sierpień Sobota Zapakowanie rano  ostatnich rzeczy do sakw, wszystko poowijane w folię (kiepskie sakwy z Argos) J w razie deszczu. Wyjazd około 12 00  w kierunku południowym jak plan początkowy w tym dniu przewidywał,  dotarłem do Bristolu.  przekroczenie granicy Angielsko-francuskiej promem z Pool do Cheabourg - zmiana planu. Ładne widoczki południowej Anglii, i jazda z i pod górę w ładnym słońcu, jak na wyspy lato było udane. Kryzys nastąpił około godz. 22ej około 25 km od Pool, nie miałem już sił dojechać na prom nocny. Pomyliłem camp z campusem i się wpakowałem na teren jednostki wojskowej. Noc spędzona na łące nieopodal tej jedanostki. Sobotnia noc nie dała pospać na łączce, od ciągłego ruchu taksówek - a miałem jechać na kamping w miasteczku (przypuszczenia portiera).

 

13 sierpień Niedziela Pobudka około 5 tej rano, naciskam na pedały coraz mocniej by zdążyć na kolejny odpływ, ale zmęczenie i noc za krótka dają znać po sobie. Do promu dotarłem o godz. 7 rano , bilet kupiony na szybko w ticket Office <cena mnie zszokowała> ale chęć jazdy w ‘’kontynent’’ silniejsza J. Podróż Fast Ferry należała do niezbyt przyjemnych, noc spędzona na ‘dziko’ w  angielskim polu, a  dodatkowo zmiana pogody tak gwałtowna , kołysanie łajby, deszcz, wiatr, pełne Ocean. W porcie po drugiej stronie kanału angielskiego znalazłem się około godz. 13 tej czasu Europejskiego  (pogoda niebyt nastrajająca do jazdy wiatr w twarz jak w przysłowiu ..) Po przejechaniu około 100 km Ląduje na kempingu normandzkim w jakiejś mieścinie z zamkiem ,-dość urocza –brak zdjęć . Na migi z trochę znanym francuskim dochodzimy do ceny za nocleg i gdzie się chce ulokować –człowiek z człowiekiem zawsze się dogada J .Sąsiad z kampingu obok jest Anglikiem ,krotka rozmowa o turystyce rowerowej, o jego trasie sprzed kilku lat do Paryża z Southampton na rowerze. W nocy następuje mały kryzys psychiczny powiązany ze zmęczeniem dodatkowo deszcz lekko dzwoni o ściany namiotu <po co ja jadę i na co się tak męczę, może zrezygnować do pociągu i do Polski >.

 

 Poranek w Alpach14 sierpień Poniedziałek Bóle i zakwasy  po ostatnich 300-tu kilometrach  dają  znać rano ,ale myślę ze to powinno przejść po kilkudziesięciu kilometrach ,jednak postanawiam kontynuować jazdę dalej, drobny popas w składający się z bagietki i mleka pod kościołem w małym miasteczku, Słońce, wiatr, deszcz, nie umilają drogi. Około południa spotykam parę (małżeństwo)  francuzów z Marsylii, na tandemie, stojąca na bocznej drodze. Wiek około 50 lat,  kilkunastominutowa wymiana zdań w języku angielskim ?? co, gdzie, jak, kiedy?? . Pytania i odpowiedzi ludzi zajmujących się tym hobby lub jak kto woli spędzający w ten sposób czas wolny. Się okazało że jeżdżą po Francji od 2 miesięcy –(wyjadacze ) podsunęli mi pomysł na dalszą drogę- mogę w pociąg wsiąść za kilka euro i będę w Alpach lub pod granica czeską ,a tym bardziej że pogoda w kratkę , Wieczorem tego samego dnia po przejechaniu około 130 km rezygnuje z dalszej jazdy rowerem Kupuje bilet na stacji SNCF (kolej francuska) do Paryża . Kończę jazdę na dystansie 440 km po trzech dniach, dalej już wewnątrz pociągu…

 

Alpy Alpy

 

14 sierpień Wtorek W pociągu poznaję dwie Niemki z Koln (imion nie pamiętam) które mi pokazują Paryż nocą (godzina 01 w ) tzn. przejeżdżamy zieloną trasa dla taksówek i rowerzystów  z dworca południowego na północny  dworzec kolejowy Tam kupuje bilet do Strasburga  przy pomocy Kanadyjczyka <bezobsługowe kasy biletowe>…rower ładuję do przedziału przeznaczonego dla rowerów wraz z Niemcem który też jeździ jak poznane wcześniej Niemki. Za kilka godzin przespanych w przedziale wysiadam w centrum miasta. Przez kilka godzin próbuję się wydostać z niego (zmęczenie)  Od 5 tej rano do 7 ej krążę po pustym mieście Po 3ech godzinach rezygnuję z poszukiwania drogi, wracam na dworzec kolejowy  Kupuję bilet w  kasie do Monachium….Za  godzin znajdę się w stolicy BMW / Bawarii W tym pociągu poznaje Chińczyka który był inżynierem Mana(dawny Star) w Starachowicach (ciekawy gość i miły akcent , dobrze wspomina czasy pracy w Polsce ). O 14 tej Wyjeżdżam z miasta w kierunku wschodnim (brak zdjęć_ jedno na widok katedry nad Dunajem ),Po kolejnej zmianie planu Na widok majaczących Alp (Tyrolu). …By tylko znaleźć jakieś miejsce przed wieczorem do rozbicia na dziko (po cenie kampingu  we Francji więcej nie spałem na kempingach i lepiej do miseczki dołożyć, a umyć się zawsze można na stacji benzynowej, rzece, i gdzie wyjdzie, jak plan zakładał od samego początku ), brak snu i zmęczenie swoje robi, rozbiłem się na przystanku autobusowym, drewnianym dość wygodnym z szerokim siedziskiem J Niestety nie znalazłem polanki (zbyt gęsta zabudowa)

 

Alpy Alpy

 

15 sierpień środa Po ‘’przespanej’’ nocy na przystanku pod samym Tyrolem. Ruszam skoro świt w kierunku gór i przebijającego się zmierzchu  z porannych mgieł . Po dwóch godzinach robię przerwę w sklepie Bauera z chlebem cieplutkim i serem żółtym bardzo smakowitym  Biorąc pod uwagę bagietki francuskie. Dojeżdżam do granicy Austrii z Niemcami ,mały popas w markecie (banan bułka skondensowane alpejskie mleko itp. kaloryczne ) zaskoczyły mnie o wiele niższe ceny niż we Francji. Kondycja coraz lepsza ,a pogoda bardzo ładna słońce i bezwietrznie ,wprost wymarzony dzień dla rowerzysty , aż się chce jechać !! > napotkany czech sakwiarz.  Małomówny i ponury pokazuje tylko na chmury że czas uciekać do domu bo idzie zmiana pogody i będzie lało …Czego się boisz ? deszczu? Ano…Po doświadczeniu pogody z Francji, śmieję się z jego słów. Pod wieczór spotykam kierowcę tira na parkingu zakładu drzewnego, on mi doradza toaletę w tej firmie A ja chciałem się z nim zabrać do Polski, nie miał miejsca.  Nocleg na dziko pod osłoną nocy w okolicach Baden-baden  na łące miejscowego bauera 100 metrów od uczęszczanej drogi rowerowej, Bliskość pociągu kursującego bardzo często nie dała pospać, dodatkowo miałem strumyk szumiący opodal –pełny hotel pod gwiazdami w zamian J na trawce.

 

16 sierpień czwartek Zimny poranek mnie zbudził Kolejny dzień w górach już mnie zaczynają nudzić ścieżki rowerowe i ruch na nich jak w jarmark szczuciński, dużo ludzi przemyka z sakwami, większość  o średniej grubo  ponad 60, <dobry sposób na WOLNY czas> ! Nocleg na dziko, moja dewiza na tą noc <byle do rana> J

 

Salzburg17 sierpień piątek Poranek przeraźliwie zimny <koniec lata> kalesony spodnie rękawice kurtka i w drogę w kierunku Czeskiej granicy, mam już dość Alp. I tak kolejny dzień w siodełku ..krecenie popasy w napotkanych sklepach (marketach ),wieczorem kolejny epizod Zostawiłem Alpy  w tyle ,malutkie miasteczko na północy Austrii Napotkany mieszkaniec widząc mnie z mapą ,zagaduje po angielsku -dokąd zmierzam ?? –hmm, przed siebie . krotka odpowiedz  <nadgorliwy jaki czy co> może jaki faszysta?? Pomyślałem  Mało  tego jeszcze dzwonił do miejscowych kampingów  i zamienił kilka słów z przechodzącym policjantem, ale tamten go zmył kilkoma słowami <ze nie jego sprawa a poza tym jestem po pracy, serwus> To była chyba tylko jedna mniej przyjemna historyjka w Austrii , Za trzy godziny już spałem w polu,(koniczynie) kilkanaście  kilometrów za Salzburgiem  <byle dzisiaj nie padało, niebo nie za ciekawe > Komary nie dały pospać..

 

 

18 sierpień sobota To już tydzień w drodze Sporo wagi zgubiłem kosztem mięśni Pedałuje mi się dobrze Obrany kierunek Czeskie Budjejowice Postanowiłem jechać skrótami i głównymi drogami <dosyć ścieżek rowerowych >tego dnia z rana mnie ulało ..Po przejechaniu 130km napotkany kolarz pyta gdzie jadę i ile zdążyłem z bagażem nakręcić kilometrów w ciągu całego dnia <just hundred and thirty > J ze spokojem, biker  nnieee dowierza i pokazuje wynik z zegara <respekt> coś po niemiecku do siebie mówi i głową kręci ,jechaliśmy razem jakieś  15 km podjazdem na przełęcz gdzie w dolinie z drugiej strony płynie Dunaj  900 n.p.m.  oj ciężko.. musiałem dostosować tempo do współtowarzysza przez te kilka kilometrów. Toaleta w strumieniu który wpadał do Dunaju, przed samym wieczorem, nocleg u zapytanego młodego Austriaka o możliwość rozbicia namiotu w jego posiadłości, kolacja tez u niego <miła rodzinka> zakropiona sznapsem itp. trunkami..

 

Dunaj

 

Czechy19 sierpień niedziela Pobudka w ogródku Sen był twardy po kilku głębszych J Śniadanie u tej rodziny, rozmowa z kuzynem gospodarza  -Johanem  studentem mechatroniki w Genewie. I dalej w siodełko z pozdrowieniami od dobrych ludzi. Około południa przekroczyłem granicę Austrii z Czechami Wymiana słów z celnikiem austriackim: Skąd i dokąd zmierzam tak obładowany <Anglia- Polska>< you are  mad ,From England to Poland via the Alps, on the bicycle> <yeah>  Trzy kilometry poniżej Budka czeskiego celnika nie zdążyłem wyhamować i żołnierzyk za mną wyskoczył coś po czesku mówiąc ?paszport?? I ani dzień dobry Jakiś mruk jak ten czech sakwiarz spotkany w Alpach przed kilkoma dniami <miłe złego początki ,A co będzie dalej w głąb kraju > w Budjejowicach wypłata koron z bankomatu, popas w ciekawej knajpie z piwem i żeberkami po myśliwsku <za dużo było jedzenia>  Krótka rozmowa z parą młodych Czechów  z sąsiedniego stolika. I dalej w siodełko i w kierunku Polski (do Pragi nie jechałem ,za duże miasto jak na rower ,zostawię to na inną okazję ), jazda na „kole” przez kilka kilometrów z dziwnym czechem Rower jegomościa przypominał „ukrainę” z czasów Bloku sowieckiego.  Przed wieczorem znalazłem ładną polankę do noclegu <w czechach nie brakuje takich miejsc>  W nocy zbudziły mnie , pomruki i lekkie błyski <ee to chyba zmęczenie i mi się zdaje a spałem bez namiotu Za ciepła noc na rozbijanie całego kramu..> ,po godzinie pakuje się przed samą burzą do ‘’przystawki ‘’która znajdowała się 200 metrów do miejsca mojego noclegu.  I czekam aż przestanie lać .. w międzyczasie dochodzi dwóch czechów na przystanek w środku nocy  <ciekawie się robi> No kamraty gdzie jedieta na kolie ? Wejdźcie do przystawki bo leje i zmokniecie <nóż w pogotowiu, niewiadomo co za typki> Się okazało że chłopaki w porządku, pracują w ‘PGR-ze’ i jadą do pracy <tylko o 01 w nocy>  trochę to dziwne a dodatkowo był weekend  dla nich normalny dzień a dla mnie kończący kolejny etap  J.

 

20 sierpień poniedziałek około 4tej przestało padać, nie wyspany lekko zmarznięty postanawiam jechać dalej w lekkim deszczyku  i dalej skrótami byle jak najkrótszą trasą do przejścia w Polsce. W ciągu dnia przejeżdżając Czechy dało się dostrzec straszne kontrasty, <zdjęcia>    może nie jest tak w całym kraju, ja trafiłem na taki region Obrót o 180 stopni w porównaniu do poprzedniego kraju Ludzie nie uśmiechnięci Na słowo Hi lub Good  morning  Odwracają głowy w drugą stronę <co za ludzie> Obiad w knajpce w małym miasteczku z zewnątrz niepozornej po wejściu do środka <szok> skąd tu tyle ludzi ?? w takiej małej mieścinie <porównując do Pacanowa na dodatek na uboczu wśród PGR-ow > Około 22 ej dojechałem do granicy Polskiej. Spanie na pasie granicznym w namiocie, tym razem się rozbiłem za krzaczkami obok drogi, przed nadchodząca burzą <zdjecie>. Telefon złapał zasięg polski .Jest ok. jutro będę po stronie naszej J <mogłem zjechać szlakiem turystycznym> Jeden dzień i Czechy zaliczone <po Alpach > ale się rozpędziłem .

 

czechywidok

 

21 sierpień wtorek Pobudka jeszcze przed świtem żeby jaki Pepik nie miał pretensji ze korzystam z jego własności Zjazd do przejścia 20 km i już Polska Rozmowa z pracownikiem strazy granicznej na temat czechów czemu oni tacy są dziwni <a no to czesi > J <aha>  Wymiana pieniędzy na PLN- y w kantorze przygranicznym + kawa na rozgrzanie. Śniadanie pod sklepem <Ladek-zdrój> i dalej z wiatrem w kierunku Krakowa. Sms-y do znajomych w Anglii i Polsce <jestem już w Pl pogoda nie za ciekawa wiatr z deszczem i zimno>. Toaleta w przydrożnym strumieniu w postaci prysznica z płynącej wody w korytku na wysokości około 1,20 m    Nocka mnie zastała pod Będzinem postanawiam się rozbić na ściernisku, bo nie widzę nic ciekawego a noc coraz głębsza.

 

22 sierpień środa  o 2 w nocy budzi mnie żerujące zwierzątko w pobliżu mojego „obozowiska”  <jeleń lub dzik> a dodatkowo deszcz kropiący na głowę,  a spałem bez namiotu <lenistwo + zmęczenie> Na rowerek i w drogę w deszczu. Śląsk i Zagłębie  przejechałem w nocy  W Olkuszu śniadanie  Cebula pomidory i jakaś kiełbasa Obsłużyła mnie bardzo niemiła pani <Q znowu takich ludzi będę spotykał> Do Krakowa dojeżdżam około 11  tej  Rozmowa z młodym francuzem co się włóczy po europie pociągami <nie spodziewał się ze w Polsce są ceny podobne do cen w jego kraju> a chciał głupek jechać do mnie -OK. ale to jest 100 km….rowerem. Jeszcze wyjazd z Krakowa. Cała Huta -kilka podjazdów na odcinku 90km i rodzinna miejscowość <zdziwienie rodziny , mała niespodzianka z mojej strony> I Tu się kończy mała wielka wycieczka na rowerze 22sierpnia około godziny 19-tej, paroma piwami w sklepie. Spanie u Babci kilka kilometrów dalej <w domu był remont>

 

Kraków rower Polska

 

Podsumowanie i wnioski

W ciągu tych 12 dni pokonałem około 2100 km rowerem i jakiś 1000 km pociągiem Zobaczyłem kilka krajów Europy , poznałem ciekawych ludzi z różnych rejonów świata, zrzuciłem kilka kilo zdobytych kiepskim jedzeniem w Wielkiej Brytanii Może nie była to wyprawa tak zaplanowana jak bym chciał, może w przyszłości pojadę przez Alpy jeszcze raz tylko tym razem przez te wyższe, z wejściem na jaki szczyt może lodowiec, lub kierunek wschód -ale tam może później (mniej cywilizowany co się wiąże z obawami o życie )..Główny cel został osiągnięty, cało dojechałem do domu, pokonałem sam siebie, zdobyłem pewne doświadczenia w turystyce rowerowej, które postaram się wykorzystać w kolejnych wyprawach po Europie a może i innych kontynentach naszego globu. .. czas pokarze. I jeśli pozwoli praca zawodowa w okresie letnim L (budownictwo)  Zapiski mogą jeszcze ulegać zmianom jak sobie przypomnę jeszcze coś z tego okresu ….Z perspektywy czasu (teraz jest marzec 2008 roku)  było to kilka dni wykorzystane z korzyścią dla mnie połączenie pasji –zajawki w slangu młodych, rowerowania z wojażami po Europie  Polecam taką formę spędzania wolnego czasu, co jest alternatywą dla siedzenia w knajpie albo ‘’pod budką z piwem’’ tym bardziej w lecie gdzie wolny czas można ciekawie spędzić, a podróże podobno kształcą J na pewno uczą ….. i na koniec kilka linków do foto z owej wycieczki i nie tylko;

 

 

Autor: Marcin Wójcik (ziulko775)

 

Poleć znajomemu ten artykuł...


Opublikowane w : Wyprawy, wycieczki, Europa Zachodnia
Cytuj ten artykuł na swojej stronie Ulubione Drukuj Podobne artykuły

Komentarze użytkowników (0) RSS feed komentarz

Żaden komentarz nie wystawiony

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2008 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
Ostatnio dołączyli

patriciakitten offline
2008-11-30

Gdańsk

Eryc offline
2008-11-30

NOWA SÓL
Highslide JS
presekula offline
2008-11-28

Kraków
Highslide JS
kaska_ska offline
2008-11-28

Połaniec
Rowerzyści Online
Łącznie: 8
Rowerzystów: 2 / Gości: 6
magdaw1984 Sierakowice(woj.pomorskie)/Poznań
ateik warszawa
Kalendarz wydarzeń
« < Listopad 2008 > »
P W Ś C P N N
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
« < Grudzień 2008 > »
P W Ś C P N N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
Użytkownicy
829 zarejestrowanych
0 dziś
0 wczoraj
2 w tym tygodniu
0 w tym miesiącu
Ostatni: patriciakitten offline
Ostatnio na forum
Ostatnie ogłoszenia
Ostatnie komentarze
400 kilometrów w 20 godzin
Zenek
Możesz się sprawdzić na wyścigu dookoła...
25/11/08 14:45 Więcej...
Przez zenon

400 kilometrów w 20 godzin
zenek
Pobił on drugi raz rekord swiata w...
25/11/08 14:35 Więcej...
Przez zenon

Warmia i Mazury 2008
Kropla dziegciu
Reportaż jest ciekawy, ale czytając go...
23/11/08 19:09 Więcej...
Przez Jurand

Wyprawa rowerowa Polska,...
wyprawa rowerowa Polska Czechy Slowacja
Super wyprawa/tylko...
23/11/08 18:01 Więcej...
Przez Jakub

jazda w mrozie
4 koszulki
Przy temperaturze ponizej zera nalezy...
23/11/08 17:54 Więcej...
Przez Robert

Erfurt live leer
Erfurt live leer
Erfurt live unten Erfurt live leer Erfurt live unten
Narowerze.Info 2006-2007. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kontakt Media o Nas Linki

Design by: Webdesign Erfurt