leer
Erfurt live Header1
Erfurt live Header8
Home arrow Wyprawy NaRowerze.Info arrow Rumunia 2007 arrow Relacja z wyprawy do Rumunii
Erfurt live Header10 Erfurt live leer0

Relacja z wyprawy do Rumunii PDF Drukuj Email
 
Napisany przez Administrator, z 26-12-2007 11:46
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)
Ulubione 9

Relacja z wyprawy do Rumunii


8 lipca 2007 roku - właśnie tego dnia rozpoczęła się nasza wielka przygoda. Rozpoczęła się na południu Polski w Gorcach w pobliżu miasteczka Mszana Dolna skąd popędziliśmy w kierunku Starego Sącza i dalej już na Słowację.

Dolinami i nizinami


 Rowerem przez WęgrySłowację, którą traktowaliśmy tylko jako kraj tranzytowy, pomimo wszystkich interesujących miejsc jakie ma do zaoferowania. Kraj tranzytowy, bowiem nie mogliśmy się już doczekać Rumunii o której w naszym kraju krąży wiele mitów i stereotypów, które chcieliśmy potwierdzić bądź obalić. Ten pagórkowaty kraj, opuściliśmy więc już drugiego dnia wkraczając na Węgry.

Pierwszy nocleg na Węgrzech spędziliśmy u przypadkowo poznanych młodych osób, które zaoferowały nocleg w swoim mieszkaniu. Następnego dnia, przez płaskie, trochę monotonne płaskie tereny urozmaicane jedynie przez żółte pola słoneczników ruszyliśmy na wschód w stronę granicy z Rumunią. Trasa prowadziła przez stare, zadbane wsie posiadające specyficzny urok.. Jechaliśmy dalej...
 Czekając na prom - Węgry
W pewnym momencie na naszej trasie pojawił się znak informujący o zwodzonym moście. Nie przejmujemy się tym i jedziemy dalej. Okazuje się jednak, że zamiast mostu jest prom rzeczny. Wchodzimy na pokład i płyniemy nie upewniając się czy jest to przeprawa płatna. Okazuje się, że tak, podchodzi bowiem do na s osoba obsługująca prom i wręcza bilety na kwotę 400 Forintów. My zaś zaskoczeni odnajdujemy w portfelach jedynie 250 forintów, obcej waluty zaś nie mamy w drobnym nominałach. Jednak osoba z obsługi bierze od nas 200 Forintów i gestykuluje palcem, "żeby to był ostatni raz".
  

Witaj Rumunio



[adsense1] Godzinę później docieramy do granicy. Pierwsze co nam rzuca się w oczy to szeroka droga z poboczami oraz  "pierwszy" dom przy drodze. Dom zrujnowany, drewniany, w którym dalej ktoś mieszka. Szybko przekonujemy  się także jacy są rumuńscy kierowcy, gdyż co chwile trąbią, często jeszcze kilkaset metrów za nami. Kolejna przygoda z kierowcą, a dokładniej pasażerem ma miejsce w pierwszym rumuńskim mieście do którego docieramy - Satu Mare. Mianowicie wyprzedzając powoli prawą stroną samochody stojące w korku, w jednym z aut pasażer otwiera drzwi wprost przede mną. Uderzam w drzwi samochodu, ale na szczęście tylko bagażem, a że jechałem bardzo wolno to drzwi nie ucierpiały, ani i ja nie ucierpiałem. Pasażer machnął ręką na to wszystko, a my pojechaliśmy dalej. W centrum wymieniamy walutę i ruszamy do supermarketu na zakupy. Odnajdujemy supermarket "Piramida", a w nim ceny podobne do tych w Polsce, lecz znacznie mniejszy wybór towarów niż w naszym kraju. Ruszamy dalej poznając rumuńskie drogi. Jedziemy bowiem ponad 10 kilometrów starą betonową drogą. Pierwszy nocleg spędzamy 300 metrów od drogi, w ciemnym lesie.
 
Wesoły cmentarz - Sapanta

Kolejnego dnia dotarliśmy do wioski Sapanta. Wioski w której samym centrum znajduje się unikatowy na skalę świata cmentarz - Wesoły Cmentarz, gdzie na nagrobkach z humorem przedstawione są sceny z życia zmarłego, oraz krótka rymowanka opowiadająca o życiu zmarłego, bądź chwili jego śmierci. Tego też dnia zostajemy ugoszczeni przez prostą, rumuńską rodzinę, pomimo tego, że nie znamy w ogóle języka rumuńskiego.

Drewno, tradycja, góry


 Zachód słońca na przełęczy PrislopW kolejnych dniach nasza trasa wiedzie najpierw doliną rzeki Izy, gdzie każda wieś jest wyjątkowa - drewniany skansen. Każda wioska "poraża" drewnianą zabudowa, kunsztownie wykonanymi z drewna bramami, zabytkowymi, starymi cerkwiami. Następnie jedziemy trasą przebiegającą przez przełęcz Prislop położoną prawie 1,5 kilometra nad poziomem morza. Kolejne dni obfitują w zdobywanie wysoko położonych przełęczy. Pokonujemy bowiem jednego dnia, aż trzy przełęcze położone ponad 1000 m.n.p.m. Wyjeżdżamy również z regionu Maramuresz docierając do Bukowiny. Bukowiny znanej z malowanych klasztorów, które zwiedzamy w Moldovicie, Sucevicie, Arbore oraz w ten najsłynniejszy w Voronet. Na Bukownie odwiedziliśmy także wioskę nietypową, a mianowicie wioskę polską - Nowy Sołoniec.
Wieś została zasiedlona przez Polaków w XiX wieku, lecz do dziś na uliczkach wsi slychać polski język. We wsi znajduje się Dom Polski, szkoła imienia Adama Mickiewicza i polski kościół. Mieszkańcy wioski żyją jednak inaczej niż w Polsce. Utrzymują się w większości z roli, korzystając przy tym z prostych narzędzi podobnie jak większość rolników w Rumunii. Podstawowymi 'narzędziami' są kosa i koń.

Dalej trasa zboczyła z głównej krajowej drogi, w drogę boczną, prowadząc jakby do nikąd. Jednak dla nas był to skrót, który miał nas przeprowadzić na drugą stronę gór, aby móc podróżować dalej na południe. Droga ta okazała się jednak ogromnym wyzwaniem dla nas. Wyzwaniem bowiem już po kilku kilometrach od głównej drogi zamiast asfaltu pojawiły się kamienie i żwir. Z nieba co chwilę delikatnie padał deszcz, a droga prowadziła pod ogromnym kątem w górę. Aby przejechać ten odcinek, kilka kilometrów potrzebowaliśmy kilku godzin. Godzin ogromnego wysiłku, walki z samym sobą. Rafał podczas podjazdu przewrócił się, na szczęście nic mu się nie stało. Również ja wiele razy wylądowałbym na ziemi. Jednak udało się - późn Malowany klasztor w miejscowości Voronetym wieczorem dotarliśmy na przełęcz, gdzie spędziliśmy nocleg. Kolejnego dnia tą ekstremalną trasą przyszło nam zjeżdżać w dół. Duże szybkości, jeszcze większe dziury podniosły nam wyraźnie poziom adrenaliny we krwi. Udało się jednak i tym razem, bez żadnych problemów zjechać do doliny rzeki Bistrita. Doliną tą po kiepskiej drodze pokonaliśmy kilkadziesiąt kilometrów, prawie aż do jednego z najgłębszych wąwozów europy - wąwozu Bicaz. Przejażdżka pomiędzy ścianami wąwozu robi naprawdę niezapomniane wrażenie. Dalej przez przełęcze Bicaz i Bucin jechaliśmy dalej wjeżdżając na teren Transylwani.
 
 

Transylwania


Pierwszym atrakcyjnym miejscem, które zwiedzaliśmy było miasto Medias. Następnie skierowaliśmy się do miejsca, które szczególnie nas urzekło - wsi Mosna. Mosna to typowa saska wieś, gdzie w centrum miejscowości znajduje się warowny kościół. Kościół, który jest miejscem magicznym i gdzie panuje specyficzna średniowieczna atmosfera, dzięki pustkom (byliśmy akurat sami w tym obiekcie) oraz dzięki temu, że mogliśmy niemalże zajrzeć w każdy zakątek tej budowli. Z Mosnej bocznymi drogami, w palącym słońcu i temperaturze ponad 30 stopni Celsjusza jechaliśmy dalej przez malownicze saskie wioski w kierunku Biertana. W Biertanie zwiedzaliśmy kolejny jeszcze bardziej imponujący z zewnątrz kościół warowny wokół którego miejscami zachowały się aż trzy pasy murów obronnych. Tam też spotkaliśmy grupę rowerzystów z Polski, którzy zwiedzają Rumunię raz autobusem, raz rowerami oraz Szwjcara, który zwiedzał Rumunię raz pociągiem, a raz rowerem. Szwajcar towarzyszył nam do końca tego dnia oraz nocował razem z nami w biurze organizacji ekologicznej w Sigishoarze u naszego znajomego. Sigishoara to malownicze miasteczko, z ciekawymi zaułkami i uliczkami. Miejsce jednak bardziej kojarzone z Draculą (tutaj miał mieszkać Vlad Dracul), a nie ze średniowiecznymi zabytkami. Z Sigishoary ruszyliśmy na południe cudowną trasą. Trasą, która na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci. Najpierw jechaliśmy boczną drogą, przez stare wsie. Wsie w których czuliśmy jakby czas zatrzymał się tutaj czas 50, albo i 100 lat temu. Dalej skręciliśmy w jeszcze mniej uczęszczaną, szutrową drogę, która przez łąki, nie wysokie wzgórza prowadziła nas w kierunku miasteczka Fagaras. Tam niestety musieliśmy powrócić do rzeczywistości i jechać główną, krajową drogą. Główne drogi w Rumuni mają to do siebie, że bardzo często są w remoncie. Specyfiką tych remontów są odcinki na których wprowadzony jest ruch wahdłowy. Tak więc co kilka kilometrów musieliśmy stać, czekając na zielone światło.
 
Wieś zagubiona w Transylwanii Wieś
 

Punkt kulminacyjny


Góry Fagarskie - Rumunia. Szlak na MoldoveanuNastępnym etapem naszej podróży były Góry Fogarskie. Wszystko rozpoczęło się od ponad 20 kilometrowego podjazdu na przełęcz w pobliżu miejscowości Balea Lac. Podjazd o tyle niezwykły gdyż prowadził po ogromnych, jakby niekończących się serpentynach. Po dotarciu na przełęcz, na wysokości ponad 2000 m.n.p.m. przepakowaliśmy bagaże w plecaki, rowery zaś oraz zbędny sprzęt zostawiliśmy w schronisku. Z plecakami w południe wyruszyliśmy na szlak prowadzący na najwyższy szczyt Rumunii - Moldoveanu. Już po pierwszych godzinach zorientowaliśmy się, że nie będzie łatwo. Trasa okazała się bowiem bardzo wymagająca - wiele podejść na główny grzbiet górski oraz na przełęcze, a następnie zejścia z nich. Wysiłek jednak rekompensowały widoki jaki mieliśmy okazję podziwiać - ogromne przestrzenie i różnice wysokości pomiędzy dolinami i górskimi szczytami, różnorodność barw - od zieleni zboczy i dolin po ciemne, surowe kolory szczytów. Czuliśmy się tam jak byśmy byli w jakimś niedostępnym miejscu, gdzieś na końcu świata. Tego dnia bowiem na szlaku spotkaliśmy zaledwie dwóch turystów. Wieczorem gdy przyszedł czas na rozbijanie namiotu zeszliśmy do doliny i tam spostrzegliśmy inny namiot. Okazało się, że rozbijają go Polacy. Co za przypadek, albo przeznaczenie na tym pustkowiu w samym sercu gór. Następnego dnia zerwaliśmy się około godziny 4 i ruszyliśmy zjeść śniadania przy promieniach wschodzącego słońca. Przed godziną 9 zaś byliśmy już 2544 m.n.p.m na najwyższym szczycie Rumunii, co było chyba ukoronowaniem naszej wyprawy. Powrót okazał się jeszcze trudniejszy. Brakowało nam bowiem jedzenia, dodatkowo jeszcze postanowiliśmy zmienić trasę i w pewnym momencie nie weszliśmy na właściwy szlak, co skutkowało stratą kilku godzin, przez co musieliśmy spędzić drugą noc w górach. Kolejnego dnia około południa udało się jednak dotrzeć do miejsca gdzie zostawiliśmy rowery.
Góry Fograskie - treking
Po zjeździe w dół przyszedł czas na upragniony posiłek, ognisko i sen pod gołym niebem. Kolejne dni to kolejne kilometry pokonywane w ekstremalnie trudnych warunkach. Kiedy media informowały o kolejnych śmiertelnych ofiarach upałów i rekordach temperatur my pokonywaliśmy kolejne górskie trasy. O tym, że nie było łatwo może świadczyć chociażby dzień 16 naszej wyprawy, kiedy to przez cały dzień jazdy, ponad 7 godzin pedałowania pokonaliśmy niecałe 80 km! Udało się jednak pokonać kolejne przełęcze położone ponad 1500 m.n.p.m.

Kompani


Gdzieś w RumuniiZaczęliśmy kierować się bardziej na północ w stronę gór Apuseni. Podczas podjazd na pierwszą przełęcz prowadzącą w te góry doszło do nietypowego spotkania. Poznaliśmy bowiem dwójkę Polaków - Pawła z Kielc i Sebastiana z Poznania. Spotkanie nietypowego bo Paweł i Sebastian to rowerzyści, którzy przemierzyli podobną trasę do naszej i co więcej planujowali w najbliższych dniach identyczną trasę do naszej. Od tego momentu jedziemy więc razem, nie w dwu - osobowym ale cztero - osobowym składzie. W ten o to sposób przemierzyliśmy Góry Apuseni słynne z najpiękniejszych zjawisk krasowych w Karpatach (zwiedzaliśmy m.in. jaskinię Niedźwiedzią) i jechaliśmy dalej przez suche tereny północno - zachodniej Rumunii. Trudne chwile przeżywał Rafał, gdPaweł, Rafał i Sebestianyż przez kilka dni męczyły go problemy z żołądkiem. Mimo bólu i osłabienia pedałował jednak dzielnie dalej.

20 dnia wyprawy przyszło nam rozstać się z Rumunią. Krajem innym niż wszystkie, które do tej pory miałem okazję odwiedzić. Podróż przez tereny Maramureszu, Bukowiny czy Transylwani była dla nas czymś wyjątkowym i na długo utkwią nam w pamięci widoki z Karpackich podjazdów i przełęczy, wspomnienia z zabytkowych, drewnianych wsi na północy, urok Transylwańskich wiosek...

Ostatni przystanek


Podróż powrotna przez WęgryJechaliśmy dalej. Kolejnym przystankiem były znowu Węgry, które przywitały nas zadbanymi, ukwieconymi miejscowościami i niziną - czymś z czym w Rumunii prawie nie mieliśmy do czynienia. W Debreczynie na wschodzie Węgier rozstaliśmy się z Pawłem i Sebastianem i przez odludne tereny Puszty, czyli węgierskiego stepu ruszyliśmy na zachód, a potem na północ kierując się w stronę Słowacji.

Słowacja powitała nas deszczem i chłodem. Po pewnym czasie jazdy w tych warunkach, Rafał zauważył stojącą na poboczu ciężarówkę. Polski. Zaproponował abyśmy ruszyli dalej właśnie tym środkiem lokomocji. Po chwili byliśmy już na pokładzie piętnasto - tonowej maszyny. W ten sposób dotarliśmy do granicy słowacko - czeskiej. Choć pogoda nie poprawiła się do końca, postanowiliśmy ruszyć dalej na rowerach. Kilkanaście kilometrów dalej, dołączył do nas kolega, który wyjechał specjalnie 2 dni wcześniej, tylko po to żeby się z nami spotkać i nam potowarzyszyć. W ten sposób już w 3 - osobowym składzie wjechaliśmy do Polski i przemierzając Opolszczyzną dotarliśmy do Kluczborka, gdzie szczęśliwi zakończyliśmy naszą wyprawę.

Wyprawę, która zostanie nam w pamięci na długo, szczególnie zaś kraj którego poznanie było naszym głównym celem. Choć nie wszystko w nim jest tak jak powinno być, chociażby to iż jest to kraj bardzo zanieczyszczony, a ludzie nie są nauczeni aby dbać o środowisko, czy też irytujący kierowcy używający nieZ rowerów do tiraustannie klaksonów oraz dziurawe drogi, na których o dziwo nie połamaliśmy naszych kół to jednak atuty tego kraju takie jak przyroda, żywa tradycja i kultura, oraz historia którą niemalże wyczuwa się w takich miejscach jak chociażby miasteczko Mosna, sprawiają że Rumunia jest krajem wartym poznania.

Rumunia zaskoczyła nas pod wieloma względami. Byliśmy mile zaskoczeni gościnnością Rumunów. Kilkakrotnie pytaliśmy się o możliwość rozbicia namiotu w ogrodzie, sadzie. Nigdy nie było żadnych problemów, co więcej gospodarze zapraszali nas do domu, abyśmy tam spali, mimo dużych barier, m.in. językowych. Zaskoczyła nas również trasa. Trudna od warunków atmosferycznych, które zastaliśmy - czasami deszcz, a czasami prażące słońce i 35 - stopniowe upały, trudna od stanu nawierzchni po której się poruszaliśmy, trudna od nieustannych wspinaczek na górskie przełęcze. Jednak dla takich chwil jak zachód słońca na przełęczy Prislop, czy doznanie magii saskich wiosek warto ponieść ogromny trud. To co widzieliśmy to jedno. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ogromna satysfakcja z każdej zdobytej przełęczy, góry, z tego że wyprawa zakończyła się sukcesem.
 
[adsense2]

Poleć znajomemu ten artykuł...


Ostatnie uaktualnienie: 26-12-2007 16:50

Opublikowane w : Wyprawy, Rumunia 2007
Słowa kluczowe : rumunia, rumunii, rumuni, wyprawy, rowerowe, wyprawę, turystyka, rower, rowerze, wyprawa, relacja, relacje, opowieść, Transylwania, Bukowina, Karpaty, Fogarskie, Moldoveanu, Bicaz
Cytuj ten artykuł na swojej stronie Ulubione Drukuj Podobne artykuły

Komentarze użytkowników (3) RSS feed komentarz
Wystawiony przez syla1, z 06-05-2008 12:46, , Zarejestrowany
1. ...
Super wyprawa mam dwa pytania ile dni trwała ta wyprawa i przeciętnie ile pokonywaliście km dziennie?  
pozdrawiam
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez Anka, z 07-05-2008 07:10, , Zarejestrowany
2. ...
Aż dziwne, że się nie spotkaliśmy - chyba byliśmy parę dni z przodu...
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez czajna, z 07-05-2008 20:36, , Zarejestrowany
3. ...
Przeciętnie wyszło ok 100 km i wyprawa trwała gdzieś 24 dni
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2008 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł
Slajdy z wypraw
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
  • JoomlaWorks Simple Image Rotator
Sonda
Urlopowe plany
 
Najnowsze wydarzenia
pon lip 07 @08:00
Rowerowy Bornholm
wto lip 08 @08:00
Rowerowy Bornholm
śro lip 09 @08:00
Rowerowy Bornholm
czw lip 10 @08:00
Rowerowy Bornholm
pią lip 11 @08:00
Rowerowy Bornholm
sob lip 12 @08:00
Rowerowy Bornholm
nie lip 13 @08:00
Rowerowy Bornholm
sob sie 02 @08:00
Świnoujście - Krynica Morska
nie sie 03 @08:00
Świnoujście - Krynica Morska
pon sie 04 @08:00
Świnoujście - Krynica Morska
Erfurt live leer
Erfurt live leer
Erfurt live unten Erfurt live leer Erfurt live unten
Narowerze.Info 2006-2007. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kontakt Media o Nas Linki

Design by: Webdesign Erfurt